Wieść


    "Kolekcja Pośmiertnych Portretów" - patronat Insimilionu

    04.01.2016 o 21:27 / Dodał: Nev

    Objęliśmy patronat nad kolejnym przedsięwzięciem, które powinno zainteresować wszystkich fanów polskiej fantastyki, choć nie tylko oni mogą poczuć się zaciekawieni "Kolekcją Pośmiertnych Portretów" Macieja Jakubskiego. Jeśli jeszcze nie skojarzyliście nazwiska, to podpowiemy - chodzi o elda, niegdyś redaktora CD-Action, obecnie debiutującego autora fantastyki. W rozwinięciu newsa prezentujemy krótki fragment jego książki o wyżej wymienionym tytule. 


    Każdy kto, ma ochotę wspomóc autora w wysnaiu powieści powinien zerknąć na tę stronę by dołożyć swoją cegiełkę.


     
    W zasadzie nie wiadomo skąd i dlaczego w Lanret wybuchła epidemia dżumy. Prawdopodobnie, początek tej tragedii dały Xenopsylla Cheopis. Te małe, żywotne owady chętnie żywiły się poza miastem, raz na jakiś czas przynosząc  do Lanret zarazę. Nie była ona jakoś szczególnie wyjątkowa, nie zapisała się w miejskich kronikach jako ta największa. Mimo to, miasto w ciągu dwóch tygodni opustoszało, zamieniając się w cmentarz. Część mieszkańców zdążyła już wyciągnąć kopyta, natomiast większość tych, którzy jeszcze żyli, pozamykała szczelnie okiennice i drzwi, chroniąc się w domowym zaciszu. Ten kto miał lotny umysł, dość złota na szybkiego konia oraz błyskawicznie podejmował decyzje, ten zdążył uciec z miasta.   

    Dwukołowy wózek toczył się powoli, podskakując na nierównym bruku wąskiej uliczki, nędznie oświetlonej karbidówkami. Pojazd najłatwiej było opisać jako "rozklekotany", przy czym wrażenie bylejakości potęgowały koślawe litery widoczne na jednej burcie, które układały się w złowieszczy napis PESTIIS. Malujący go najwyraźniej nie był zbyt doświadczonym skrybą, skoro w tak krótkim słowie popełnił błąd ortograficzny. Na drugiej burcie, innym charakterem pisma i mniejszymi literami widniał napis KAEDIT NOS PESTIS. Wózek nie był przesadnie wypełniony, mimo to przez boczne oraz tylnią burtę zwisały nadgniłe, pokryte krostami oraz ranami ręce i nogi. Uliczka była jednak kompletnie wymarła i niczyje oko nie było w stanie zobaczyć tego makabrycznego widoku.

    Wózek z trupami był obsługiwany przez dwóch osobników. Z przodu ciągnął go piegowaty, szczupły, wzrostu trochę powyżej średniego. Od tyłu natomiast prymitywny karawan popychał mały, pryszczaty grubas z blond grzywką spadającą na oczy. Obaj byli ubrani w dziurawe łachmany jak biedni mieszkańcy podgrodzia, zajmujący się na co dzień żebraniem lub plądrowaniem śmietników. Wózek zatrzymywał się co kilkanaście, kilkadziesiąt kroków. Jeden z grabarzy sięgał wówczas do wnętrza pojazdu i spomiędzy zwłok wyjmował dzban grogu. Obaj pociągali solidny łyk, wymieniając kilka zbytecznych zdań, po czym podnosili wyrzucone na ulice zwłoki. Wszystkie drzwi i okiennice domostw były szczelnie pozamykane, nikt nawet nie próbował wyjrzeć na ulicę, by zobaczyć jak ich bliscy są bezceremonialnie wrzucani na miejski karawan. Ten po chwili ruszał dalej, kontynuując swą pogrzebową misję.

    Dodaj do Facebook Dodaj do Wykop Dodaj do Twitter

    Komentarze

    Tę wieść skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.




    Tę wieść skomentowano 0 razy.
    Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.


    Pseudonim
    E-mail
    Treść Dostępne tagi: [cytat][/cytat], [url=http://][/url]
    Przepisz poprawnie podane słowa mnustwo orkuw